Inne Lifestyle

„Boskie zwierzęta” czyli bezkrwawy moralitet

Przeglądając listę wydawniczych bestsellerów minionego roku natrafiłam na „Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni. Bardziej nawet niż intrygujący tytuł, do sięgnięcia po tę pozycję zachęciło mnie nazwisko prowadzącego „Mam talent”. Lubię jego humor i nietypowe często spojrzenie na typową codzienność. Ile tych elementów znalazłam w „Boskich zwierzętach”?

Wpis zacznę od zarzutu pod własnym adresem: czytam zbyt mało książek, niestety. Mimo, że szczerze kocham ten czas spędzany z dobrą lekturą to natłok zmian, wrażeń, wyzwań ostatnich miesięcy skutecznie ograniczył mi tę przyjemność. Postanowienie na 2019: czytać więcej! A że ten rok zaczęliśmy od urlopu to okazja ku temu nadarza się idealna. 

Tytuł książki sugeruje rozważania nad tym, czy zwierzęta, jak ludzie, posiadają duszę i być może również idą do nieba. „Boskie zwierzęta” okazuje się jednak raczej lekcją, dlaczego nie powinniśmy dręczyć i zabijać zwierząt dla pożywienia. To swoisty manifest wegetarianina, mocno podszyty biblijnym umoralnianiem

„Nie antykoncepcja głodnych rozwiąże problemy tego świata, ale nawrócenie sytych”

Hołownia określa siebie mianem flexitarianina, co oznacza ograniczanie ilości mięsnych posiłków w ciągu tygodnia, ale nie całkowite ich wykluczenie. Przytacza całą masę plastycznych przestróg i dzięki nim stara się nawrócić mięsożernego czytelnika na bezkrwawą drogę. Przede wszystkim jednak podkreśla wagę drobnych zmian dotychczasowych zachowań i przyzwyczajeń, nie tylko dietetycznych, za które podziękują nam kolejne pokolenia. Małymi krokami do dużego celu.

Sporo jest tutaj biblijnego przekazu. W moim mniemaniu nawet nieco zbyt dużo, w połowie książki czułam już mały przesyt. Opieranie subiektywnych tez o największe dzieło w historii literatury jest bardzo wygodne – jakikolwiek dysput może bez wysiłku zostać zgaszony w zarodku.

„(…) albo uznamy ów świat za naszego bliźniego, albo popełnimy zbiorowe samobójstwo, gdyż postępowanie wbrew instrukcjom Producenta zawsze kończy się zniszczeniem sprzętu.”

Choć książkę czyta się dość przyjemnie to nie umieściłabym jej w kanonie polecanych na urlop. Jeśli myślisz o przejściu na wegetarianizm, książka Hołowni może okazać się dodatkowym ku temu bodźcem. Jeśli nie jesz mięsa i chcesz zostać apostołem tego trendu to „Boskie zwierzęta” są dobrym narzędziem do głoszenia vege-nowiny. W każdym innym wypadku nazwisko autora staje się największym atutem tegoż wydania, niestety…

* Powyższy tekst jest całkowicie subiektywną opinią literackiego konsumenta, nie krytyka.

You Might Also Like...