Tajska kuchnia w Amsterdamie jest bardzo popularna i mnogość lokali sprawia, że naprawdę jest w czym wybierać. Większość tych miejsc ma przeważnie bardzo pozytywne opinie więc i my postanowiliśmy spróbować. Tym bardziej, że tego wietrznego dnia pikanteria wschodnich potraw wydawała się idealną propozycją.

Wybór (raczej na chybił-trafił) padł na Jasmine Thai w lokalnym Chinatown. Warto napomknąć, iż nazwa Chinatown jest nieco na wyrost, gdyż oprócz restauracji, knajpek i sklepów rodem z Chin znajdziemy tu także kuchnię innych azjatyckich państw. Trzeba jednak oddać, że najbardziej charakterystycznym elementem krajobrazu jest buddyjska świątynia Fo Guang Shan wybudowana w stylu właśnie chińskim.

Patrz na curry nie na mury!

Wracając do Jasmine Thai, wizualnie wnętrze nie porywa. Ot, orientalna knajpka jakich miliony, wręcz nieco ascetycznie. Lokal był jednak wypełniony do ostatniego stolika co potraktowalismy jako dobrą rekomendację i przymknęliśmy oko na walory architektoniczne.

Na początek zamówliśmy kombinację miejscowych starterów. Niezłe, choć nic ponad przeciętność. Pierwsze średnie wrażenie zatarły jednak dania główne – pikantne zielone curry na mleku kokosowym (Keng Kiou Waan Tahoe) i mix warzyw z tofu i orzechami nerkowca (Pad Pak Ruom Mid). Curry absolutnie OBŁĘDNE, ostre tak jak lubię i pełne przenikających się smaków. Widziałem, że również N. była zachwycona swoim daniem choć naprawdę słuszna porcja ją niestety przerosła 😊 Polecam także tajskie piwo i wodę kokosową, nie zaszkodzi spróbować.

Podsumowując, kuchnia w tym miejscu broni się sama i nie wykluczam, że jeszcze kiedyś tu wrócimy kiedy spróbujemy innych miejsc. Na niezobowiązujący lunch/obiad w sam raz, szczególnie w chłodniejsze dni.

Jedzenie: 7 (przystawka zaniża, mogło być 8…)
Wystrój: 6
Obsługa: 7