Amsterdam street foodem stoi i basta. A właściwie to snackami, których ilość i różnorodność jest jednym ze znaków rozpoznawczych tego miasta. Wkrótce zapewne pojawi się osobny snackowy wpis-reportaź, ale to dopiero, gdy wszystkich spróbuję (to może chwilkę zająć). Jednym z „innych niż wszystkie” street foodowych specjałów jest marynowany śledź (haring). Budek z tą niepozorną rybą jest w Amsterdamie narawdę sporo, żaden amator słonego przymaku nie będzie musiał długo szukać swojej Itaki.

Z drogi, (oto) śledzie!

Na pierwszą degustację wybraliśmy Heringhandel Jonk, który polecają zarówno turyści jak i lokalni. Śledź w najbardziej typowej formie podawany jest w kawałkach, w towarzystwie cebulki i pikli oraz jadany za pomocą wykałaczki. Można też spróbować „na hot doga” czyli śledzia w bułce lub tak jak lokalsi lubią najbardziej – śledzia w całości, którego łapie się za ogon, unosi i majestatycznie opuszcza do ust. Łapcie film instruktażowy 🙂

Wrażenia smakowe? Jeśli lubisz śledzie to w tych holenderskich się zakochasz! Delikatne i perfekcyjnie zamarynowane, niezbyt słone.

Tego śledzia z ulicy warto spróbować choć raz. Polecamy szczególnie te Hollandse nieuwe, czyli ryby złowione między połową maja a końcem czerwca – wtedy nie są ani za chude ani za tłuste, idealne.

Cena za ten przysmak to w zależności od miejsca od € 2.50 do € 3.80.