One Chun
Smaki Tasty World

Phuket: curry w One Chun

Wyczekane tajskie

Podczas naszego pobytu na wyspie Phuket nie mogło zabraknąć wizyty w One Chun. To klimatyczne miejsce każdego wieczora wypełnia się po brzegi, a wśród gości nie brakuje lokalnych smakoszy. To najlepsza rekomendacja dla tego lokalu, bo co jak co, ale zaspokoić, ba! nawet zaskoczyć kubki smakowe lokalsów to nie lada wyzwanie.

Sałatka z mango, głęboko smażone wafle ryżowe z sosem z orzeszków ziemnych, żółte curry z krabem, kurczak z orzechami nerkowca i chilli

Nieco wyższe niż w większości tajskich knajpek.

Całkiem pozytywne wrażenia smakowe zepsute długim oczekiwaniem.

Na Phuket: kto wie? Do One Chun: chyba jednak niekoniecznie.

Tajlandia to nie tylko piękne plaże, cudowni ludzie, ale również (a może przede wszystkim?) przepyszne jedzenie. Trzeba jednak otwarcie przyznać, że o ile Bangkok jest prawdziwym rajem dla smakoszy to na Phuket trudniej o uniesienia podniebienia. Street foodu tu jak na lekarstwo, autentyczną kuchnię tajskich prababek zastąpiła skomercjalizowana papka nastawiona na EUR, USD i RUB. Dla chcącego jednak nic niemożliwego – poszperaliśmy w rekomendacjach i tak oto stanęliśmy u drzwi One Chun.

W opiniach internautów nie było przesady. Tak jak pisali, lokal jest wypełniony po brzegi, szczęśliwie znajdujemy stolik dla dwojga. Uwagę przykuwa interesujący wystrój, pełno tu starych zegarów, przedmiotów z zamierzchłej epoki jak i słusznych rozmiarów sprzęt do wyświetlania filmów z Charlie Chaplinem.

Składamy zamówienie – curry krabowe, kurczak z orzechami nerkowca, dwie przystawki w postaci sałatki z mango i wafli ryżowych z sosem z orzeszków ziemnych. Czekamy.

Czekamy.

Nadal czekamy.

Nadal czekamy, rozdrażnieni.

Jak ostatnio trafnie zauważył nasz znajomy, nie ma nic bardziej irytującego niż konieczność założenia mokrych skarpetek. Długie jak Odyseja oczekiwanie na jedzenie w restauracji niebezpiecznie zbliża się do tego limitu ludzkiej odporności.

Nareszcie, mamy to! Po niespełna godzinnym oczekiwaniu przystawki lądują na naszym stole.

One Chun
One Chun
One Chun

Zaskakująco dobre okazują się wafle z dipem orzechowym na ciepło. Nie mieliśmy co do nich wielkich oczekiwań, a tu nader pozytywna niespodzianka. A może po prosu byliśmy już aż tak głodni, kto wie. Tak czy inaczej, sos-poezja.

Sałatkę (a właściwie surówkę) z mango można podsumować w zasadzie jednym zdaniem: JASNY GWINT, JAKIE TO OSTRE!! Najwyraźniej na kuchni zbywało papryczek chilli i ktoś wpadł na pomysł, że ognista surówka przywróci balans w spiżarni. Zdarza mi się to nader rzadko, ale nie byłem w stanie dokończyć tej przystawki – albo po prostu nie smakowało to dobrze albo ja nie zrozumiałem pomysłu kucharza.

Czytałem opinie, aby bardzo uważać na deklarowany poziom ostrości kiedy pani kelnerka o to pyta. Mimo, iż lubię ostre jedzenie, poprosiłem o średnio pikantne i chyba była to rozsądna decyzja. Curry było przyjemnie pikantne i chilli nie zdominowało smaku kraba, to duży plus. Całość okazała się bardzo smaczna, pachnąca morzem, choć dla mnie jakiś kwaśny element (limonka, trawa cytrynowa) mógłby dodatkowo urozmaicić potrawę. Polecam, warto spróbować, zwłaszcza, że to danie to specjalność One Chun.

Kurczak z orzechami nerkowca był zaskakująco mocno wypieczony, również smaczny, ale w niczym nie lepszy niż serwowany w innych (przeważnie tańszych) tajskich jadłodajniach.

Uczucia po wizycie w One Chun są mieszane. Z jednej strony jedzenie jest smaczne, choć na pewno nie najlepsze jakiego próbowaliśmy w Tajlandii. Na drugim biegunie niestety bardzo długi czas oczekiwania na zamówienie i chyba jednak trochę zawyżone ceny. W naszej opinii lepiej poszukać bardziej street foodowych opcji, które przeważnie nie zawodzą.

One Chun

You Might Also Like...