Jak ubrać się do biura – mężczyzna

Jak ubrać się do biura – mężczyzna

Facet z krwi i kości nigdy nie zadaje sobie tego pytania w poniedziałek rano – prawdziwy samiec najpóźniej w niedzielę wieczorem ma zaplanowy i w kant wyprasowany outfit na cały nadchodzący tydzień. Prosty trik, a możemy zyskać przynajmniej kwadrans każdego poranka. W tym poście pokażę, jak posiadając odpowiednią bazę 4 koszul, 3 par spodni i butów wizytowych każdy jest w stanie stworzyć wiele uniwersalnych kombinacji typu business casual. I to w dodatku bez wizyty w Providencie. Projekt „Jak ubrać się do biura – mężczyzna” czas zacząć!

Najważniejszą zasadą jaką powinniśmy się kierować jest:

„Jeśli nie jesteś pewien, czy coś wygląda na tobie dobrze, to nie wygląda to dobrze” – Scott Omelianuk

Kwintesncja pragmatyzmu, czysta oszczędność czasu, stresu, pieniędzy.  Okej, mamy to.
Jak zatem rozpocząć kompletowanie naszej garderoby?

Krok 1: Zdobądź odpowiednie koszule

Każdy ma w szafie jakieś koszule, które najchętniej nosilibyśmy na każdą okazję. Problem z tymi ulubionymi polega na tym, że przeważnie są one w dość krzykliwych/wzorach i nie zawsze spełniają normy business casual. Najgorsze są jednak te (o zgrozo!) z krótkim rękawem – jeśli takowe zalegają gdzieś na wieszaku należy pozbyć się ich w trybie niezwłocznym. Jeśli lubimy trochę luzu to zdecydowanie lepiej i bardziej elegencko wygląda schludnie podwinięty długi rękaw niż kończący się w pół bicepsa jego krótszy odpowiednik.

Wracając do kolorów to warto zainwestować w koszule w odcieniach klasycznych (biel, błękit) lub pastelowych (jasny fiolet, nawet róż), te będą pasować do niemal każdego zestawienia. Z ciemniejszymi kolorami zawsze można poeksperymentować, choć tu jest już nieco trudniej – na przykład ciemnoszara koszula może pasować do czarnych spodni wizytowych, do piaskowych chinosów już niekoniecznie. Strzałem w kolano niemal zawsze będzie każdy jaskrawy kolor (pomarańcz, czerwień) lub ecru (nie wierzyłem, że kiedykolwiek użyje tego słowa) – koszule w tym kolorze, nawet tuż po zakupie, wyglądają jak nieco znoszone, taka brudna, sprana biel.

Mówiąc o wzorach to najlepiej prezentują się koszule gładkie lub w bardzo delikatną kratkę. Pionowe pasy były modne kiedyś, a większa krata sprawdza się tylko na flaneli i tam wygląda naprawdę dobrze, niech tam pozostanie.Chyba każdy potrafi sobie przypomnieć, gdzie widział ostatnio koszulę w ogromną kratę, w dodatku z krótkim rękawem – tak, zgadza się, w warsztacie samochodowym.

Fason tylko i wyłącznie tailored lub slim. Żaden regular, który wciągnięty do spodni odstaje w każdą stronę, a wypuszczony luźno zdecydowanie nie poprawia aerodynamiki.

Gdzie kupić koszule?

Jeśli nie posiadasz swojego krawca lub jak ja nie lubisz wydawać więcej niż to niezbędne to z doświadczenia wiem, że zakup dobrej koszuli należy do gatunku wyzwań. Zwłaszcza jeśli nasza sylwetka odbiega od standardowej rozmiarówki zaproponowanej przez producenta. W Amsterdamie, gdzie wzrost przeciętnego Holendra waha się między 182 a 185 cm, jest już trochę łatwiej, producenci dostosowali się do panujących standardów co cieszy moje 193 cm wzrostu.

Wciąż jestem jednak ogromnym fanem koszul naszej rodzimej Wólczanki. Jakościowo trudno im cokolwiek zarzucić, oferują rozbudowaną rozmiarówkę, dzięki czemu naprawdę każdy znajdzie tu coś dopasowanego dla siebie. W moim osobistym rankingu Wólczanka jest absolutnym numerem jeden w kategorii Cena/Jakość. O dłuższego czasu praktycznie bez przerwy oferują bardzo ciekawe promocje, jak druga koszula gratis czy ostatnio lutowa noc wyprzedaży – 70%. W rezultacie możemy złowć dwie koszule po 60-80 zł każda, jak dla mnie to prawdziwy no brainer. Warto dodać, że koszule damskie Wólczanki prezentują się również doskonale, przez co czasem wraz z N. robimy hurtowe zamówienia.

Zdarza się, że także H&M będzie miało coś ciekawego do zaoperowania, ale jakkolwiek to nie zabrzmi polecam tylko ciemniejsze koszule. Zauważyłem, że są uszyte z nieco lepszego materiału niź jasne i białe, które są niemożliwe do rozprasowania, a dodatkowo bardzo cienkie. Ich koszule z półki Premium nie wydają się być lepsze niż te z Wólczanki, a na pewno są droższe. Warto czasem zajrzeć do Peek and Cloppenburg i markę Jake*s, dość rozsądny stosunek ceny do jakości. Lubię też Giacomo Conti, ale tam już niestety trzeba zapłacić trochę więcej. Omijam za to Reserved i Kappahl, na których produktach się zawiodłem – może po prostu miałem pecha do modelu, trudno stwierdzić.

 

Krok 2: Upoluj spodnie

Powiedzmy to sobie jasno: jeansy po prostu odpadają. Spodnie do biura niekoniecznie muszą być od razu częścią garnituru, ale wizytowe jak najbardziej są tu na miejscu. Podobnie jak koszula powinny być dopasowane (nie mylić z obcisłymi!), odpowiednio długie i nie lecieć w dół kiedy zapomnimy paska. Niby same oczywiste sprawy, ale jednak wciąż spotyka się workowate regular’y, w dodatku przynajmniej o rozmiar za duże i z przydeptywaną nogawką. Jeśli chodzi o kolory to najbardziej uniwersalne i pasujące do większości stylizacji będą ciemnoszare, granatowe, popielate i piaskowe.

Czarne spodnie radzę zakupić jako 3-k parę, ponieważ łączą się z mniejszą liczbą koszul niż odcienie sugerowane wcześniej. Co do marki to nie zamierzam faworyzować żadnego producenta, choć osobiście preferuję te z popularnej Zary. Dobrze wyglądają nawet po kilkunastu praniach, są raczej nowocześnie uszyte. Ot, po prostu kwestia gustu. Mogę jedynie doradzić, że raz na jakiś czas warto pofatygować się do sklepu osobiście i przymierzyć- zdarzało mi się zamawiać online zawsze ten sam niby sprawdzony rozmiar spodni, ale różnice pomiędzy modelami były dość znaczne i kilkukrotnie musiałem odesłać z powodu za krótkich nogawek etc. Jeśli masz szczęście w grach losowych możesz poszukać odpowiedniej pary w TK-Maxx, być może wsród 21531486 par w rozmiarze XXXL uda się wyhaczyć tą jedną pasującą parę, w dodatku od Hugo Szefa.

Trzy pary spodni dają już całkiem spore pole manewru

Krok 3: Buty i pasek

Wybór butów jest kwestią absolutnie indywidualną. Najważniejsze, aby były skórzane, bo łatwiej dopasują się do stopy i będą wygodniejsze niż te z tworzywa sztucznego. Podejrzewam, że minimaliści będą mieć inne zdanie, ale uważam, że powinno się mieć przynajmniej dwie pary butów wizytowych. Po pierwsze dlatego, aby nosić je wymiennie i but też mógł odpoczywać po 8-10 godzinach ciągłej służby. Po drugie, posiadając na półce dwie pary w różnych kolorach (czarne i brązowe to najstarsza klasyka) otwierają kolejne możliwości kombinowania ze strojem. Konsekwencją tego stanu jest konieczność posiadania paska dopasowanego kolorystycznie do butów. Szczerze polecam zakup paska dwustronnego z obracaną klamrą, dzięki czemu można oszczędzić zarówno pieniądze jak i miejsce w walizce podróżnej. Mnósto tego rodzaju pasków można znaleźć np. w TK-Maxx.

Brąz i czerń – klasyki!

Pasek dwustronny to bardzo praktyczny dodatek

Krok 4: Marynarka na grzbiet

W zasadzie mógłbym tu powtórzyć wszystko to co zostało już napisane wcześniej: marynarka ma być idealnie lub prawie idealnie spasowana (nie każdy ma swojego nadwornego krawca), rękawy nie za krótkie, ale też nie za długie, by widać było mankiet koszuli. Ważna informacja – dwa guziki na wyposażeniu marynarki nie oznaczają, że oba mają być zapięte! Znów polecam zakup 2 sztuk: szara/popielata to bezdyskusyjny must have, kwestia wyboru drugiej jest mniej oczywista – granatowa, beżowa, brąz. Czarna marynarka wydaje się trochę zbyt oficjalna i trudniej zestawić ją z resztą garderoby kiedy nie jest częścią garnituru. Ciekawą marynarkę można znaleźć w innym naszym poście.

Krok 5: mixujemy!

Poniżej przedstawiam kilka propozycji zestawów do biura. Wykorzystałem tutaj 4 koszule, 3 pary spodni, 2 pary butów, 1 pasek. Łącznie 10 rzeczy nie licząc marynarki/ek, wszystko dobrane tak, aby móc stworzyć jak najwięcej kombinacji, od których nie bolą oczy.

Mam nadzieję, że pomogłem, powodzenia na zakupach!